utworzone przez Doradca Sprzedawcy | sie 22, 2018 | Reklamacja Towaru |
W tym wpisie omawiamy odpowiedzialność sprzedawcy za niezgodność towaru z etykietą i w tym zakresie omawiamy ciekawy wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu z 14 lutego 2018 roku (I Ca 566/17).
Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego sprzedawca odpowiada z tytułu rękojmi za wady fizyczne lub prawne rzeczy. Wady fizyczne rzeczy mogą polegać w szczególności na jej niekompletności, niezdatności do użytku, a także na nieposiadaniu cech, które rzecz tego rodzaju powinna posiadać. W poniższym artykule interesować będzie nas ta ostatnia przesłanka reklamacji.
Kwestia cech, jakie powinien posiadać kupowany produkt, dotyczy nie tylko, jak by mogło się z początku wydawać, opisów i informacji prezentowanych przez samego sprzedawcę np. na gablocie czy w ogłoszeniu na stronie internetowej. O czym przypomina stanowisko Sądu Apelacyjnego w Sieradzu z 14 lutego 2018 roku, za równoznaczne z zapewnieniami sprzedawcy uznawać można także informacje, jakie znajdują się na etykiecie czy fabrycznym opakowaniu producenta.
Stan faktyczny
Sprawa, która stała się przedmiotem postępowania sądu, dotyczyła zakupu silikonowego tynku przez konsumenta. Na zakupionym produkcie znajdowała się między innymi informacja o pełnej ochronie i zabezpieczeniu przed rozwojem grzybów czy alg, na czym kupującemu szczególnie zależało. Powód, po zakupie wspomnianego tynku, wykorzystał go do wykonania prac remontowych przy pomocy wynajętej firmy budowlanej. Jak się okazało kilka miesięcy później, na powierzchni elewacji pokrytej tynkiem zaczęły się pojawiać ślady pleśni. Stało się to dla konsumenta podstawą do wytoczenia powództwa w omawianej sprawie.
Niezgodność towaru z umową
Dla sądu stało się oczywiste, że sprzedany powodowi produkt był obarczony wadą fizyczną: poszukiwał on tynku, który zapewni mu ochronę mikrobiologiczną i zachęcony informacjami na etykiecie wybrał produkt pozwanego. Informacje, które znalazł na opakowaniu, wprowadziły go jednak w błąd, ponieważ tynk po pół roku od pokrycia nim elewacji zaczął pokrywać się grzybem. W sprawie sięgnięto po opinię biegłego, który stwierdził, że produkt rzeczywiście posiadał w swoim składzie środki biobójcze, lecz ich zawartość nie była wystarczająca, by zapewnienia na etykiecie o „ochronie przed rozwojem grzybów” mogły zostać uznane za uzasadnione i zgodne z prawdą. Wobec tego sprzedana rzecz rzeczywiście nie posiadała cech, jakie zgodnie z zawartą ze sprzedawcą umową powinna była prezentować. Błąd w etykiecie producenta może spowodować spory problem.
Błąd w etykiecie producenta a odpowiedzialność sprzedawcy
Linia obrony sprzedawcy sprowadzała się w głównej mierze do zrzucania odpowiedzialności za fałszywe informacje o produkcie na jego producenta. Sprzedawca nie zdawał sobie sprawy z wady towaru i tym bardziej nie był odpowiedzialny za znajdujące się na etykiecie czy opakowaniu gwarancje dotyczące jego właściwości. Sąd jednak nie mógł uznać tego typu argumentów za trafne, ponieważ dla odpowiedzialności sprzedawcy z tytułu rękojmi nie ma żadnego znaczenia jego niewiedza o istnieniu wad oferowanego produktu. Wręcz przeciwnie, świadomość sprzedawcy, że sprzedawany towar nie posiada faktycznie cech, o których zapewnia etykieta, może jedynie zaostrzyć jego odpowiedzialność jako tzw. podstępne zatajenie wad rzeczy.
„Jeżeli kupującym jest konsument, na równi z zapewnieniem sprzedawcy traktuje się publiczne zapewnienia producenta lub jego przedstawiciela, osoby, która wprowadza rzecz do obrotu w zakresie swojej działalności gospodarczej, oraz osoby, która przez umieszczenie na rzeczy sprzedanej swojej nazwy, znaku towarowego lub innego oznaczenia odróżniającego przedstawia się jako producent.
— art. 556 1 §2 Kodeksu cywilnego
Odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi, jak wskazał sąd, oparta jest na zasadzie ryzyka. Oznacza to, że jego dobra wola, niewiedza czy dbałość o dochowanie wszelkich procedur przy zawarciu i realizacji umowy sprzedaży nie wyłączają jego odpowiedzialności za skutek, którym w tym przypadku była faktyczna wada sprzedanej rzeczy. Sprzedawca musi zatem liczyć się z ryzykiem wady oraz wynikającej z niej reklamacji, jakie podejmuje każdorazowo, wydając klientowi produkt. Ryzyko to dotyczy w szczególności rozbieżności między rzeczywistymi cechami produktu a wszelkimi zapewnieniami o jego cechach, które wyrażone są na opakowaniu, ale także w reklamie.
Nie tylko właściwości produktu, ale też czas ich trwania
Co szczególnie ważne na gruncie omawianej sprawy, zapewnienia, za których nieprawdziwość odpowiada sprzedawca rzeczy, dotyczą nie tylko właściwości produktu, ale również czasu, przez jaki pozostają one aktywne. Błąd w etykiecie producenta tynku zakupionego przez powoda dawała fałszywe przekonanie o stuprocentowej i trwałej ochronie przed rozwojem grzybów, tymczasem w jego sytuacji ślady pleśni zaczęły się pojawiać na elewacji już po kilku miesiącach od zastosowania tynku. Opinia biegłego potwierdziła, że zawarte w produkcie substancje nie pozwoliłyby na ochronę przez okres dłuższy niż parę miesięcy.
Skoro zatem tynk nie zapewnił pełnej ochrony mikrobiologicznej, o jakiej zapewniała etykieta producenta, to uznać należało go za niezgodny z treścią zawartej ze sprzedawcą umowy. Tym samym obarczony był wadą, która uzasadniała reklamację. Sąd postanowił zatem uznać roszczenie powoda za usprawiedliwione.
W powyższej sprawie jedynym problemem powoda nie była jednak tylko zapłata za wadliwy produkt, lecz również kwestia wykorzystania tego produktu do dalszych prac remontowych. Wykonanie powłoki tynkarskiej, a następnie przeprowadzenie jej odgrzybiania pozostawały w ścisłym związku z faktem, że powód żył w błędnym przekonaniu co do właściwości kupionego produktu. W związku z tym można mówić o poniesieniu przez niego szkody, za którą odpowiedzialność ponosi również sprzedawca. Powód domaga się zatem zasądzenia od pozwanego kwoty 14.779,99 zł, co kilkukrotnie przerasta cenę samego tynku, która wynosiła 3.199,00 zł.
Na razie sąd orzekł w sprawie jedynie co do zasadności roszczenia powoda. Nie wypowiedział się natomiast co do wysokości jego żądania, co nastąpi dopiero w dalszym toku postępowania. Sprawa ta jest już jednak wystarczająco interesująca z punktu widzenia sprzedawców, którzy muszą brać pod uwagę nie tylko odpowiedzialność w wysokości ceny zapłaty za oferowane produkty, ale również za ewentualne szkody, jakie klienci mogą ponieść w związku z używaniem sprzedanych im wadliwych rzeczy.
utworzone przez Rafał | sie 19, 2015 | Regulamin Sklepu Internetowego, Ustawa o prawach konsumenta |
Jeden z większych (jeśli nawet nie największy) w Polsce operator tzw. szybkich płatności w wydanym Przewodniku po elementach strony, skierowanym do sprzedawców internetowych stwierdził, że towary i usługi przez nich sprzedawane muszą być ich własnością lub muszą mieć prawo do ich odsprzedawania. To zdanie wywołało niemały popłoch wśród sprzedawców. Z praktyki wiemy bowiem, że istnieją sprzedawcy, którzy sprzedają towary, których nie mają na magazynie, co więcej istnieją też tacy, którzy w ogóle nie mają magazynów. Nierzadko towar jest nabywany przez sprzedawcę od swojego dostawcy dopiero po jego sprzedaży w sklepie internetowym.
Jest to znaczna przewaga nad sklepem tradycyjnym. Rodzi się jednak pytanie, czy mogą oni skutecznie przenieść prawo własności rzeczy, której faktycznie nie są właścicielem.
Na początek trochę teorii i łaciny
Prawnicy, podobnie jak lekarze, lubują się w łacinie i… należy im to wybaczyć – współczesne systemy prawa prywatnego szeroko czerpią z instytucji i zasad wypracowanych jeszcze przez rzymskich prawników.
Tradycyjnie wyróżnia się 3 uprawnienia właściela (jest to tzw. triada uprawnień właściela):
- ius possidendi – posiadanie
- korzystanie z rzeczy (w tym używanie rzeczy (ius utendi), pobieranie pożytków (ius fruendi), a nawet do zużycie rzeczy czy też znieszczenie rzeczy (ius abutendi)
- i najbardziej nas interesujące ius disponendi, umożliwiające rozporządzanie rzeczą, w tym wyzbycie się jej własności.
Rzymianie powiadali również, że Nemo plus iuris in alium transferre potest quam ipse habet - nikt nie może przenieść na drugą osobowę więcej praw niż sam posiada.
Maksyma ta jest często powoływana w orzecznictwie sądów polskich, Sąd Najwyższy w uchwale z składzie 7 sędziów z dnia 30 marca 1992 roku (III CZP 18/92) wprost stwierdził, że jest niewątpliwe, że w polskim ustawodawstwie cywilnym obowiązuje, aczkolwiek tylko w formie nie pisanej, ogólna zasada, że nikt nie może przenieść na inną osobę więcej praw aniżeli jemu przysługuje, a to w myśl rzymskiej paremii: nemo plus iuris in alium transferre potest, quam ipse habet. W wypadku przeniesienia własności oznacza ona, że własność może skutecznie przenieść na nabywcę tylko właściciel. Takie stanowisko Sądu Najwyższego zostało zaaprobowane przez doktrynę (np. Szpunar A. Glosa do uchwały SN z dnia 30 marca 1992 r., III CZP 18/92.) Podkreślić należy, że uchwały SN w składzie 7 sędziów nabierają charakteru zasad prawa.
Trochę dziwi pewna „niekonsekwencja” Sądu Najwyższego – w wyroku z dnia 18 grudnia 1996 r. (I CKN 27/96) stwierdził, że nigdzie też nie została skodyfikowana zasada nemo plus iuris in alium transferre potest quam ipse habet (z tym należy się zgodzić), i jeśli ona funkcjonuje, to jako norma niepisana, wynikająca raczej z tradycji i ducha przyjętego porządku prawnego. Zwracam uwagę na słowo jeśli (które wprowadziło w tym zdaniu przypuszczenie, a można było zbudować je kategorycznie – czyżby SN wątpił w obowiązywanie tak ugruntowanej zasady w prawie polskim? Można bronić SN wskazując, że jest wiele przepisów, które wprost przewidują możliwość przeniesienia własności przez niewłaściela, np. art. 169 KC, o którym będzie mowa w dalszej części tego artykułu.
Czy brak własności pozwala na sprzedaż towaru?
Zgodnie z tym wyrokiem samo przeniesienie własności przez nieuprawnionego jest wadą prawną rzeczy (do której zastosowanie znajdą przepisy o rękojmi z KC). Istnienie wady prawnej nie powoduje jednak nieważności umowy z mocy prawa. Dlatego można kupić coś od nie właściciela, a sam brak prawa własności sprzedawcy, nabywca będzie mógł zareklamować.
Należy dodać, że ustawą z dnia 30 maja 2014 roku ustawodawca dodał do KC art. 556[3] zgodnie z którym sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana stanowi własność osoby trzeciej albo jeżeli jest obciążona prawem osoby trzeciej, a także jeżeli ograniczenie w korzystaniu lub rozporządzaniu rzeczą wynika z decyzji lub orzeczenia właściwego organu; w razie sprzedaży prawa sprzedawca jest odpowiedzialny także za istnienie prawa.
Jak widać sam ustawodawca przewidział taką sytuację i może właśnie dlatego operator szybkich płatności wskazywał na potrzebę bycia właścicielem sprzedawanej rzeczy. Więc już jasne, że w tym przypadku nie ma potrzeby zadawać sobie pytanie czy brak własności pozwala na sprzedaż towaru.
Wyjątki od zasady nemo plus iuris
Jak wcześniej wspomnieliśmy od zasady Nemo plus iuris in alium transferre potest quam ipse habet istnieje w polskim prawie cywilnym kilka wyjątków. Wskazywał już na to SN w cytowanej uchwale. Jednym z nich jest art. 169 Kodeksu Cywilnego, zgodnie z którym jeżeli osoba nieuprawniona do rozporządzania rzeczą ruchomą zbywa rzecz i wydaje ją nabywcy, nabywca uzyskuje własność z chwilą objęcia rzeczy w posiadanie, chyba że działa w złej wierze.
Odłóżmy na bok analizę pojęcia dobrej wiary, pamiętajmy o jej domniemaniu (wzruszalnym) z art. 7 KC (art. 7. Jeżeli ustawa uzależnia skutki prawne od dobrej lub złej wiary, domniemywa się istnienie dobrej wiary.) i skupmy się na zrozumieniu art. 169 KC.
W nauce prawa wskazuje się, że skuteczne przeniesienie własności przez nieuprawnionego wymaga spełnienia łącznie 3 przesłanek: (1) nabywca jest w dobrej wierze, a zbywca (2) włada rzeczą i (3) wyda ją nabywcy [Teresa A. Filipiak,w: Kodeks cywilny. Komentarz. Tom II.Własność i inne prawa rzeczowe, Kidyba A. (red.), LEX, 2012].
Intuicyjnie pojęcie władania rzeczą prawnik będzie łaczył z instytucja posiadania (z art. 336 – 352 KC). Dorobkiem doktryny jesy wyróżnienia dwóch elemetów posiadania: elementu fizycznego (corpus) oraz elementu psychicznego (animus).
W doktrynie tłumaczy się powyższe, najogólniej rzecz ujmując, corpus oznacza, że pewna osoba znajduje się w sytuacji, która daje jej możliwość władania rzeczą w taki sposób, jak mogą to czynić osoby, którym przysługuje do rzeczy określone prawo, przy czym nie jest konieczne efektywne wykonywanie tego władztwa (por. m.in. postanowienie SN z dnia 5 listopada 2009 r., I CSK 82/09, Lex nr 578034; postanowienie SN z dnia 30 września 2010 r., I CSK 586/09, Lex nr 630169).
Animus zaś oznacza wolę wykonywania względem rzeczy określonego prawa dla siebie. Wola ta wobec otoczenia wyraża się w takim postępowaniu posiadacza, które wskazuje na to, że uważa się on za osobę, której przysługuje do rzeczy określone prawo (por. J. Ignatowicz (w:) Komentarz, t. I, 1972, s. 768 i n.; A. Kunicki (w:) System prawa cywilnego, t. II, 1977, s. 830; postanowienie SN z dnia 25 marca 2011 r., IV CK 1/11, Lex nr 989138). [Teresa A. Filipiak,w: Kodeks cywilny. Komentarz. Tom II.Własność i inne prawa rzeczowe, Kidyba A. (red.), LEX, 2012].
Praktyczny wniosek dla sprzedawców i kupujących
Na koniec należy raz jeszcze odpowiedzieć na tytułowe pytanie – Czy brak własności pozwala na sprzedaż towaru?
Choć z wątpliwościami, należy uznać, zgodnie ze stanowiskiem doktryny, że rzecz lub też prawo będące przedmiotem sprzedaży nie musi stanowić własności sprzedawcy, może on bowiem sprzedać cudze rzeczy lub prawa, jeśli jest do tego upoważniony przez uprawnionego, bądź też liczy na uzyskanie w przyszłości praw, które zobowiązuje się przenieść na kupującego. Fakt, że także sprzedawca nieuprawniony do rozporządzania rzeczą może doprowadzić, po spełnieniu przesłanek wskazanych w ustawie, do nabycia własności przez kupującego (art. 169 k.c.), jest zagadnieniem odrębnym i nie wynika z regulacji umowy sprzedaży. [Zdzisław Gawlik, w: Kodeks cywilny. Komentarz. Tom III. Zobowiązania – część szczególna, Kidyba A. (red.), LEX, 2014]
Jeżeli jednak okazałoby się, że wskutek takiej sprzedaży kupujący jednak nie nabędzie własności, to może on dochodzić swoich praw z tytułu rękojmi za wady prawne rzeczy.
utworzone przez Doradca Sprzedawcy | lip 14, 2015 | Obowiązki Informacyjne Sprzedawcy, Ustawa o prawach konsumenta |
Ustawodawca w art. 12 ust. 1 ustawy z dnia 30 maja 2014 roku o prawach konsumenta (Dz.U. 2014 poz. 827) zobowiązał, że sprzedawca musi informować konsumenta w sposób jasny i zrozumiały, najpóźniej w chwili wyrażenia przez niego woli związania się umową na odległość lub poza lokalem, m.in. o łącznej cenie lub wynagrodzeniu za świadczenie wraz z podatkami, a gdy charakter przedmiotu świadczenia nie pozwala, rozsądnie oceniając, na wcześniejsze obliczenie ich wysokości – sposobie, w jaki będą one obliczane, a także opłatach za transport, dostarczenie, usługi pocztowe oraz innych kosztach, a gdy nie można ustalić wysokości tych opłat – o obowiązku ich uiszczenia. Sprzedawca musi informować swoich klientów, aby nie doszło do wszelkich nieporozumień.
Przepis ten jest wynikiem harmonizacji prawa konsumenckiego w państwach należących do Unii Europejskiej, wynikającej z Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/83/UE z dnia 25 października 2011r. w sprawie praw konsumentów, zmieniająca dyrektywę Rady 93/13/EWG i dyrektywę 1999/44/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz uchylająca dyrektywę Rady 85/577/EWG i dyrektywę 97/7/WE Parlamentu Europejskiego i Rady.[1]
Co to jest cena
W art. 3 ustawy z dnia 9 maja 2014 r. o informowaniu o cenach towarów i usług (Dz.U. 2014 poz. 915) zdefiniowano cenę jako wartość wyrażoną w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę.
W nauce prawa cywilnego uznaje się, że cena jest ustaloną sumą pieniężną określoną w stosunkach krajowych, której wysokość ma odpowiadać wartości przedmiotu sprzedaży.[2] Podkreślić należy, że wspomniana ustawa nakazuje uwzględnić w cenie towaru podatek od towarów i usług oraz podatek akcyzowy, jeśli na podstawie odrębnych przepisów sprzedaż towaru lub usługi podlega obciążeniu podatkiem od towarów i usług lub podatkiem akcyzowym.
Cena uwidaczniana przez sprzedawcę zgodnie z art. 4 ustawy[3] ma być zatem ceną całkowitą brutto. W doktrynie stwierdza się, że nie jest dopuszczalne oznaczanie ceny netto wraz z informacją, że należy do niej doliczyć określoną stawkę podatku. Takie oznaczenie ceny nie posiadałoby bowiem waloru jednoznaczności i ewidentności.[4]
Co to jest cło
Cło jest specyficzną daniną publiczną, pobieraną przez dane państwo (lub grupę państw tworzących unię celną) w przypadkach przywozu towaru do kraju (import) lub wywozu towarów za granicę (eksport), a także za sam przewóz towaru (tranzyt), np. na obszarze celnym Unii Europejskiej. W doktrynie stwierdza się, że cło jest daniną publiczną jedynie zbliżoną do podatku, a same przepisy prawa konsekwentnie rozróżniają pojęcie podatku i cła. Choć czasami w publicystyce używa się pojęcia „podatki graniczne” na zbiorcze określenie cła, różnych opłat celnych, a także podatku od towarów i usług oraz ewentualnie podatku akcyzowego[5] należy pamiętać, że o wspomnianym wyżej konsekwentnym rozróżniania cła od podatku.
Rodzaje opłat celnych
Opłaty celne związane są z załatwianiem formalności przez zgłaszających, mogą to być opłaty, np. za przechowywanie towarów w depozycie lub magazynie czasowego składowania przez organ celny, opłaty za analizy lub badania przeprowadzane przez laboratoria celne.[6]
Co z tym cłem – czy sprzedawca musi informować?
W związku z brakiem wskazówek interpretacyjnych w Wytycznych Komisji Europejskiej do wspomnianej dyrektywy, a także ze względu na nowość ustawy o prawach konsumenta brak jest także wykładni tego przepisu przez sądy. Swojego stanowiska nie wypracowała jeszcze doktryna. Należy więc spróbować dokonać wykładni art. 12 ust. 1 pkt. 5.
Na wstępie należy podkreślić, że ustawodawca posługuje się zwrotem ceny łącznej lub wynagrodzenia za świadczenie wraz z podatkami. Należy zastanowić się czym jest cena łączna? W Wielkim słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego słowo łączny znaczy tyle co powstały z połączenia, tworzący sumę, połączony, wspólny, więc cena łączna jest zsumowaniem jej części składowych.
Jak wyżej wskazano, w skład ceny wchodzi podatek od towarów i usług oraz podatek akcyzowy, jeśli na podstawie odrębnych przepisów sprzedaż towaru lub usługi podlega obciążeniu podatkiem od towarów i usług lub podatkiem akcyzowym. Zgodne jest to z obowiązkiem informacyjnym z art. 12 ustawy o prawach konsumenta. Ponadto w ustawie mowa jest o podatkach, a jest wskazaliśmy, cło nie jest podatkiem.
Z uwagi na powyższe należy zastanowić się czy cło oraz opłaty celne stanowią inne koszty, których jeśli nie można ustalić ich wartości, to sprzedawca musi informować kupującego o obowiązku ich uiszczenia. Ustawodawca wymienia inne koszty zaraz za opłatami za transport, dostarczenie, usługi pocztowe. Znaczy to, że obejmują one wszystko to co nie jest podatkiem i nie jest opłatą związaną z przesyłką danego towaru. Można wywnioskować, że właśnie w ich zakres wejdzie właśnie cło i opłaty celne.
Należy podkreślić, że w art. 6 wspomnianej Dyrektywy stwierdzono, że (…) przedsiębiorca w jasny i zrozumiały sposób udziela konsumentowi następujących informacji o: (…) lub jakiekolwiek inne koszty lub, w przypadku gdy nie można wcześniej w sposób racjonalny obliczyć tych opłat – informacja o możliwości powstania konieczności uiszczenia takich dodatkowych opłat.
Podsumowanie
Podsumowując, dla jednoznacznego zajęcia stanowiska w tej kwestii należy jeszcze poczekać na wskazówkę jak interpretować ten przepis, która może pojawić się w uzasadnieniu do wyroku sądu, czy w publikacjach przedstawicieli nauki prawa cywilnego. W tej sprawie skierowaliśmy też pytanie do Miejskich Powiatowych Rzeczników oraz do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, niestety nie uzyskaliśmy od nich opinii – tylko pracownicy Biura Rzecznika Konsumentów w Poznaniu zdawkowo odpowiedzieli, że cło Nie! Nie mieści się. Doceniamy jednak fakt znalezienia czasu i udzielenia nam choć tak krótkiej odpowiedzi.
Należy wskazać, że w celu zabezpieczenia się przed zarzutem nieprzestrzegania obowiązku informacyjnego wynikającego z art. 12 ust. 1 pkt. 5 ustawy o prawach konsumenta, zalecamy zamieścić informację, że w przypadku zamówienia złożonego spoza obszaru celnego Unii Europejskiej kupujący może ponieść inne, dodatkowe koszty związane z tzw. długiem celnym, a więc obowiązkiem uiszczenia należności przywozowych przez kupującego-konsumenta, który będzie też importerem danego towaru. [7] Dodatkowo jeżeli możliwe jest określenie z góry wysokości cła albo sposobu jego obliczenia, to sprzedawca musi informować klientów.

[1] Artykuł 6
Wymogi informacyjne dotyczące umów zawieranych na odległość i umów zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa
- Zanim konsument zostanie związany umową zawieraną na odległość lub umową zawieraną poza lokalem przedsiębiorstwa, lub jakąkolwiek ofertą w tym zakresie, przedsiębiorca w jasny i zrozumiały sposób udziela konsumentowi następujących informacji:
e) łączna cena towarów lub usług wraz z podatkami lub, w przypadku gdy charakter towarów lub usług nie pozwala w sposób racjonalny na wcześniejsze obliczenie ceny – sposób, w jaki ma być obliczana cena, jak również, w przypadku gdy ma to zastosowanie, wszystkie dodatkowe opłaty za transport, dostarczenie lub usługi pocztowe lub jakiekolwiek inne koszty lub, w przypadku gdy nie można wcześniej w sposób racjonalny obliczyć tych opłat – informacja o możliwości powstania konieczności uiszczenia takich dodatkowych opłat. W przypadku umowy zawartej na czas nieoznaczony lub umowy obejmującej prenumeratę łączna cena zawiera łączne koszty na dany okres objęty rozliczeniem. W przypadku gdy takie umowy przewidują stałą stawkę, łączna cena oznacza również łączne miesięczne W przypadku gdy nie można wcześniej w sposób racjonalny obliczyć łącznych kosztów, przedstawia się sposób, w jaki cena ma być obliczana;
[2] Gawlik Z., Komentarz do art.535 Kodeksu cywilnego w: Kodeks cywilny. Komentarz. Tom III. Zobowiązania – część szczególna., red. Kidyba A., LEX, 2014
[3] Art. 4. 1. W miejscu sprzedaży detalicznej i świadczenia usług uwidacznia się cenę oraz cenę jednostkową towaru (usługi) w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen. W przypadku obniżki ceny uwidacznia się także, informację o przyczynie wprowadzenia obniżki.
- Minister właściwy do spraw gospodarki, po zasięgnięciu opinii Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, określi, w drodze rozporządzenia:
1) sposób uwidaczniania cen towarów i usług, w tym cen jednostkowych towarów (usług),
2) wykaz towarów, w przypadku których nie jest wymagane uwidocznienie ceny jednostkowej towarów (usług)
– mając na uwadze potrzebę zapewnienia dostępności informacji o cenie, a także uwzględniając przypadki, gdy uwidocznienie ceny jednostkowej towaru (usługi) nie byłoby przydatne ze względu na rodzaj lub przeznaczenie towaru (usługi).
[4] Partyk A., Partyk T., Ustawa o informowaniu o cenach towarów i usług. Komentarz., LEX/el., 2014
[5] Kuś A., Podstawy prawa celnego w: Zarys finansów publicznych i prawa finansowego, red. Wójtowicz W., LEX, 2014
[6] Kuś A., Ibidem
[7] Kuś A., Ibidem
utworzone przez Doradca Sprzedawcy | lip 3, 2015 | Klauzule Niedozwolone, Obowiązki Informacyjne Sprzedawcy |
W sobotę 4 lipca mijają dwa miesiące od ciekawej z punktu widzenia zarówno sprzedawców, jak i konsumentów decyzji Prezesa Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie Auchan Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
Praktyką Auchan, która naruszała zbiorowe interesy konsumentów polegała na zamieszczaniu na paragonach fiskalnych wydawanych konsumentom po dokonaniu zakupów w sklepach stacjonarnych przedsiębiorcy informacji o następującej treści:
„PARAGON JEST NIEZBĘDNY REKLAMACJI”.
Informacja ta znajdowała się na drukowanych paragonach od początku rozpoczęcia działalności przez przedsiębiorcę, tj. od maja 1996 roku. Informacja taka mogła wprowadzać konsumentów w błąd co do przysługujących im uprawnień w zakresie możliwości złożenie reklamacji zarówno na podstawie ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej i zmianie kodeksu cywilnego (Dz. U. 2002 r. Nr 141, poz. 1176 ze zm.) – przy umowach zawartych do 24 grudnia 2014 r. i na podstawie ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (t.j. Dz. U. z 2014 r. poz. 121 ze zm.) – przy umowach zawartych od 25 grudnia 2014 r.)
Szerzej o zmianach w reklamacji w grudniu 2014 roku pisaliśmy tu https://prokonsumencki.pl/blog/reklamacja-towaru-przez-konsumenta-przed-i-po-25-grudnia-2014-roku-czyli-co-zmieni-nowa-ustawa-o-prawach-konsumenta/
Obowiązki nałożone na Auchan.
Decyzja nr RBG – 7/2015, bo o niej mowa nałożyła na Spółkę do usunięcia skutków naruszenia poprzez podjęcie następujących działań:
- umieszczenie na paragonach fiskalnych wydawanych konsumentom po dokonaniu zakupów w sklepach stacjonarnych Auchan informacji o treści: Paragon może ułatwić złożenie reklamacji, ale nie jest niezbędny do jej złożenia” przez okres dwóch lat od dnia zaniechania stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, tj. od dnia 14 marca 2015 ,
- umieszczenia na stronie internetowej Auchan: www.auchan.pl , informacji o treści: Paragon może ułatwić złożenie reklamacji, ale nie jest niezbędny do jej złożenia. Podstawą reklamacji może być każdy wiarygodny dowód zawarcia umowy sprzedaży, np. wyciąg z rachunku bankowego.” na okres dwóch lat licząc od dnia zaniechania stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, tj. od dnia 14 marca 2015 r.,
- umieszczenie w ogólnopolskich gazetkach ofertowych Auchan, informacji o treści: Paragon może ułatwić złożenie reklamacji, ale nie jest niezbędny do jej złożenia. Podstawą reklamacji może być każdy wiarygodny dowód zawarcia umowy sprzedaży, np. wyciąg z rachunku bankowego.” na okres dwóch lat licząc od dnia zaniechania stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, tj. od dnia 14 marca 2015 r.,
- umieszczenie na ladzie w Punktach Obsługi Klienta oraz w punktach serwisowo-gwarancyjnych we wszystkich sklepach stacjonarnych Auchan, ogłoszenia o formacie A4 (21 cm x 29,7 cm), pogrubioną czcionką bezszeryfową nie mniejszą niż 0,5 cm wysokości, w kolorze czarnym na białym tle z widocznymi odstępami pomiędzy poszczególnymi wyrazami zawierającego oświadczenie o następującej treści: Auchan Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie informuje, że dokument zakupu jakim jest paragon nie jest jedyną podstawą reklamacji towarów zakupionych w sklepach Auchan. Klient zgłaszając reklamację z tytułu rękojmi bądź niezgodności towaru z umową, może wykazać, że dokonał zakupu w danym sklepie, również za pomocą wiarygodnego dowodu dokonania takiej transakcji, np. za pomocą wyciągu z rachunku bankowego. Niniejsze oświadczenie zostało złożone w związku z prowadzonym przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postępowaniem administracyjnym w sprawie podejrzenia stosowanie przez Spółkę praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, o której mowa w art. 24 ust. 1i 2 pkt 3 Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz. U. Nr 50, poz.331, ze zm.), która to praktyka mogła wprowadzać Klientów w błąd co do przysługujących Im uprawnień w zakresie możliwości składania przez Nich reklamacji na podstawie Ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej i zmianie kodeksu cywilnego (Dz. U. z 2002 r., Nr 141, poz. 1176, ze zm.), oraz Kodeksu cywilnego (Dz. U. z 2014 r., poz. 121), a polegała na zamieszczaniu na paragonach fiskalnych wydawanych w sklepach Auchan informacji, że paragon jest niezbędny do reklamacji.” na okres dwóch lat licząc od dnia zaniechania stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, tj. od dnia 14 marca 2015 r.
Paragon nie jest niezbędny? Od kiedy?
Dyrektor UOKiK w uzasadnieniu do tej decyzji wielokrotnie podkreślał, że żaden z wymienionych powyżej reżimów odpowiedzialności sprzedawcy za oferowane produkty (a więc reklamacja na podstawie tzw. niezgodności towaru z umową z ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz zmianie kodeksu cywilnego, czy rękojmia z Kodeksu Cywilnego) nie wskazuje, iż do złożenia reklamacji niezbędne jest posiadanie przez konsumenta paragonu fiskalnego. Należy wskazać, iż oczywiście to na konsumencie ciąży obowiązek wykazania, że zakupu dokonał u tego sprzedawcy, od którego dochodzi roszczeń z tytułu niezgodności towaru z umową, niemniej jednak konsument może wykazywać, iż zakupił dany towar u konkretnego sprzedawcy za pomocą innych dostępnych środków dowodowych: zeznania świadków, wyciąg z rachunku bankowego, czy też wynika to z okoliczności danej sprawy. Żaden przepis powszechnie obowiązującego prawa nie stanowił, czy stanowi, że podstawą reklamacji jest paragon, który konsument otrzymuje od przedsiębiorcy. Sprzedawca, który przez UOKiK jest profesjonalistą ma dbać o czytelny i jednoznaczny przekaz dotyczący przyznanym konsumentom uprawnień, ponieważ każda niepełna informacja w zakresie dopuszczalnych środków dowodowych przy korzystaniu przez konsumenta z prawa do żądania doprowadzenia towaru do stanu zgodności z umową może być odczytywana jako próba ograniczenia ustawowych uprawnień konsumenta poprzez wprowadzenie dodatkowych elementów warunkujących możliwość wniesienia reklamacji, co stanowi zakazaną praktykę.
Sprzedawco, sprawdź czy i nie Ty wymagasz od konsumenta paragonu przy reklamacji. Jeśli tak, niezwłocznie usuń ten wymóg.
Dlaczego Auchan się upiekło?
Kolokwialnie i prosto ujmując, Auchan, dzięki dobrym prawnikom i dobrej woli UOKiK wymigał się od dotkliwej kary. Auchan w pierwszym piśmie po wszczęciu niniejszego postępowania, po przedstawieniu zarzutu w sprawie stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów oświadczył, że zaniechał stosowania kwestionowanej praktyki. Czynność ta miała miejsce w dniu 14 marca 2015 r. Mając na względzie regulacje z art. 28 ust. 1 zd. 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów zobowiązanie przedsiębiorcy powinno w takim przypadku dotyczyć usunięcia skutków powstałych w związku ze stosowaniem zarzucanej praktyki. W tym celu Auchan w swoim zobowiązaniu wskazał, że usunięcie skutków naruszenia zbiorowych interesów konsumentów m.in. wskazanej umieszczanej na paragonach fiskalnych wydawanych konsumentom po dokonaniu zakupów w sklepach stacjonarnych Auchan informacji o treści: Paragon może ułatwić złożenie reklamacji, ale nie jest niezbędny do jej złożenia” przez okres dwóch lat od dnia zaniechania stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, tj. od dnia 14 marca 2015 r.
Prezes UOKiK zgodził się na zakres działań Spółki i nałożył na nią obowiązek wykonania przedmiotowego zobowiązania w terminie do dwóch tygodni od dnia uprawomocnienia się niniejszej decyzji.
Dlaczego więc uważamy, że Auchan się wymigał? Prezes UOKiK nie mógł nałożyć na Auchan kary z art. 106 ust. 1 pkt 4 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, która może wynieść nie więcej niż 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary. bowiem art. 28 ust. 4 ww. ustawy stanowi, iż w przypadku wydania decyzji, o której mowa w ust. 1 nie stosuje się art. 26 i 27 oraz właśnie art. 106 ust. 1 pkt 4 z zastrzeżeniem art. 28 ust. 7 tejże ustawy.
Czy Auchan realizuje nałożone na siebie obowiązki?
Zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia. Należy dodać, że omawiana decyzja zobowiązała Spółkę do złożenia – w terminie 2 miesięcy od dnia uprawomocnienia się decyzji – sprawozdania z realizacji wykonania przyjętego zobowiązania.
Wnioski?
Jak widać, czasami lepiej nałożyć na siebie uciążliwy obowiązek przeorganizowania formy paragonu, ponieść m.in. koszt przygotowania wydruku odpowiednich oświadczeń, które jak podejrzewamy i tak były niższe od grożącej Spółce kary z art. 106 ust. 1 pkt 4 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.
Zachęcamy także Cię Sprzedawco do przeprowadzenia audytu swojego sklepu. Pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na naszą wiedzę i doświadczenie.
utworzone przez Doradca Sprzedawcy | kwi 24, 2015 | Dropshipping, Ustawa o prawach konsumenta |
Dropshipping to co raz bardziej popularny model prowadzenia sprzedaży internetowej. Na pierwszy rzut oka model ten wydaje się być dużo korzystniejszy dla sprzedawcy niż tradycyjny model sprzedaży. Sprzedawca nie jest sprzedawcą towaru, a jedynie usługi pośrednictwa w jego nabyciu. Sprzedawcą jest podmiot trzeci, który jako strona umowy sprzedaży ponosi odpowiedzialność wobec kupującego.
O regulaminie sklepu w modelu dropshipping można przeczytać tutaj: Regulamin sklepu internetowego w modelu dropshipping
Teoretycznie wszystko wygląda w porządku, ale jak praktyka pokazuje konsument o fakcie, iż zawarł umowę pośrednictwa, a nie sprzedaży dowiaduje się dopiero w momencie, gdy chce tak zakupiony towar zareklamować lub zwrócić. W dzisiejszym wpisie omówimy najczęstsze praktyki, które powodują, że konsumenci zostają wprowadzeni w błąd. Przykłady takich praktyk wskażemy na podstawie jednej z aukcji dostępnych w popularnym serwisie aukcyjnym.
Usługa jest oferowana w kategorii właściwej dla produktu
Skoro sprzedajemy usługę, to taka usługa winna być wystawiona w kategorii właściwej dla usług, a nie towaru. Niestety jeszcze nie spotkaliśmy takiej oferty pośrednictwa w zakupie towaru, która byłaby umieszczona w kategorii właściwej dla usług. Standardowym zabiegiem jest tutaj umieszczenie naszej usługi pośrednictwa w kategorii właściwej dla towaru, tak jakby przedmiotem oferty był towar, a nie usługa. Jest to bardzo częsta praktyka, która wprowadza konsumenta w błąd i może stanowić nieuczciwą praktykę rynkową.
Praktyka rynkowa stosowana przez przedsiębiorców wobec konsumentów jest nieuczciwa, jeżeli jest sprzeczna z dobrymi obyczajami i w istotny sposób zniekształca lub może zniekształcić zachowanie rynkowe przeciętnego konsumenta przed zawarciem umowy dotyczącej produktu, w trakcie jej zawierania lub po jej zawarciu. Za nieuczciwą praktykę rynkową uznaje się w szczególności praktykę rynkową wprowadzającą w błąd.
Opis oferty dotyczy produktu, a nie usługi
Kolejną praktyką wprowadzającą w błąd jest konstruowanie opisu oferty tak jakbyśmy sprzedawali produkt, a nie usługę. Nie znajdziemy w takim opisie warunków świadczenia usługi, znajdziemy natomiast informacje dotyczące produktu oraz warunków umowy sprzedaży, jak np. termin, czy koszt dostawy. Co więcej z opisu możemy się zazwyczaj dowiedzieć, że na towar zostaje udzielona gwarancja, sam towar jest nowy i nieużywany, a nasz „sprzedawca” jest liderem w sprzedaży danego towaru.
Cena za towar, a nie za usługę
Sprzedawca zakłada, że jest pośrednikiem kupującego i jego usługa jest odpłatna. Jak możemy się domyślić w ofercie nie znajdziemy informacji o cenie usługi, a jedynie cenę całkowitą, którą kupujący musi uiścić aby otrzymać towar. Cena ta zawiera cenę nabycia towaru oraz wynagrodzenie przedsiębiorcy. Czasami dodatkowo dochodzą także koszty dostawy.
Z powyższych informacji nie sposób niestety wywnioskować, jaki jest koszt usługi pośrednictwa, co oczywiście stanowi brak informacyjny i naruszą ustawę o prawach konsumenta.
Odesłanie do „regulaminu”, w którym wszystko odwraca się 180 stopni
W tym momencie dochodzimy do zdania napisanego małą czcionką w ofercie, które odsyła nas do regulaminu „sprzedawcy”. W tym regulaminie zazwyczaj dowiadujemy się, że – poniżej przykładowe stosowane zapisy:
Na naszej aukcji kupujesz usługę zamówienia towaru w twoim imieniu, bezpośrednio u producenta. Cena na aukcji jest ceną całkowitą, zawierającą opłatę za usługę zamówienia oraz towar.
Niekiedy możemy się także dowiedzieć, że jako kupujący stajemy się importerem towaru, co oczywiście jest zgodne z rzeczywistością i z pewnością bardzo mało osób zdaje sobie z tego sprawę:
Kupując na na naszej aukcji dokonujesz importu wprowadzając towar na obszar wspólnoty.
Co może z kolei oznaczać konieczność zapłaty dodatkowo podatku VAT lub cła, o których wysokości oczywiście kupujący nie jest wcześniej informowany:
W przypadku naliczenia cła lub VAT przez UC ze względu na dużą objętość paczki, która wskazuje na przeznaczenie handlowe lub ze względu na ewentualną zmianę przepisów pocztowo celnych, jako osoba dokonująca importu jesteś zobowiązany do uregulowania tych opłat we własnym zakresie.
A zatem będąc przekonani, że kupujemy towar może się okazać, że kupujemy tak naprawdę usługę jego zakupu, a dodatkowo stajemy się importerami towaru i możemy się liczyć z kontaktem ze strony Urzędu Celnego oraz Skarbowego, które zażądają od nas zapłaty stosownego podatku VAT oraz cła.
Problem z reklamacją i zwrotem towaru
Tak jak wspomnieliśmy na wstępie kupujący dowiaduje się o tym, że zawarł umowę pośrednictwa, a nie sprzedaży najczęściej dopiero w momencie reklamacji towaru lub chęci odstąpienia od umowy. Okazuje się, że nasz „sprzedawca” odsyła go do faktycznego sprzedawcy i tutaj często zaczynają się problemy. Faktyczny sprzedawca często ma siedzibę poza granicami Polski i nierzadko jest to podmiot z tak odległych państw, jak np. Chiny. Już sam koszt odesłania towaru będzie w takim wypadku zniechęcał kupującego do skorzystania ze swoich uprawnień.
Podsumowanie
Ten wpis nie ma na celu zniechęcenia przedsiębiorców do prowadzenia sprzedaży w modelu dropshipping ani kupujących do korzystania z takiego pośrednictwa. Chcemy jednak zachęcić przedsiębiorców do rzetelnego informowania kupujących o tym, czego faktycznie dotyczy ich oferta. W ten sposób kupujący będzie mógł świadomie podjąć decyzję o zakupie takiej usługi. Niestety z naszej praktyki wynika, że przedsiębiorcy idą często na skróty i stosują praktyki, które mogą zostać uznane za nieuczciwe. W razie dokonania nieuczciwej praktyki rynkowej konsument, którego interes został zagrożony lub naruszony, może żądać:
- zaniechania tej praktyki;
- usunięcia skutków tej praktyki;
- złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie;
- naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych, w szczególności żądania unieważnienia umowy z obowiązkiem wzajemnego zwrotu świadczeń oraz zwrotu przez przedsiębiorcę kosztów związanych z nabyciem produktu;
- zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej, ochroną dziedzictwa narodowego lub ochroną konsumentów.
Należy także pamiętać, że stosowanie takiej praktyki stanowi praktykę naruszająca zbiorowe interesy konsumentów, które stosowanie zagrożone jest karą do 10 % przychodów za poprzedni rok rozliczeniowy.
Spotkaliście się już podobny dropshipping? Napiszcie o swoich wrażeniach w komentarzu poniżej.